boję się czy w tym co widzę nie zostanę samotnym szaleńcem, do tej pory strach przekuwałem w agresję i broniłem się poprzez atak. Bitw o wszystko i o nic stoczyłem tysiące, wygrywając wszystkie karmiłem swą boskość i pogardę wobec tych którzy nie walczą. Z każdym spotkanym człowiekiem zgłębiałem w nim to co najcenniejsze dla mnie wyciągając z niego wszelkie słabości. Słabych nazwałem bydłem podświadomie zazdroszcząc im wolności którą daje ślepa wiara. Przyszedł dzień w którym sam zostałem sobie przedstawiony, w którym dotarło że mój cel jest celem każdego z nas i nie jestem nikim więcej ponad wartości w nas wyryte. Władza to posiadanie prawdy a każdy kto prawdę trzyma dla siebie jest jej niewolnikiem i sługą zamiast prawdą być wyzwolonym i swoim życiem świadczyć za wartości bo tylko je mamy i tylko one czynią z nas człowieka. Siedząc teraz mam wrażenie że wszystko co wiem miałem wpajane i jest w mądrościach ludowych dawno temu spisane, w naszej wierze wyuczone od dziecka na pamięć. Czy nasza połowa świata ma prawo być ponad połowę tamtego świata, czy kolor skóry decyduje o naszej bliskości z Bogiem, strach przekuwa wszystko co mamy w nicość i zapędza nas w szalonej ucieczce przed śmiercią. Matrix czyż nie jest możliwym dowodem na to czym się staliśmy, może nie należy mówić o dowodach w tym kontekście, może Matrix był tylko jedną z prób przekazania informacji w jej nadmiarze. Co do Matrixa w dzisiejszych czasach wydaję się być bardzo ciekawą alternatywą dla Boga, daje nam wszystko czego potrzebujemy by być niewolnikami. Daje nam wroga bliższego niż Bóg, bliższego królowej nauk Matematyce której zgłębianie nigdy nie pokaże gdzie jest Zero i Gdzie Ostania Liczba. Zero czyż nie jest jak narodziny nasze a Ostatniej Liczby nie widzimy aż do śmierci i na potrzeby naszego postrzegania nazwano ją nieskończoność a w jej symbolu zawarto pętlę. Zero podzielne przez każdą z Liczb aż dziw że gdy byłem w szkole nie widziałem w Matematyce ucieczki przed Bogiem. Przyjdzie dzień w którym znajdzie się szaleniec na tyle odważny i da odpowiedzi, ale w zamian da też kolejne pytania. Bóg i strach przed nim jest już coraz słabszy w Nas, stajemy się masą krytyczną. Ci którzy jak ja szukali prawdy ale chcą jej dla siebie zrobią wszystko by ta masa krytyczna dostała nowe nadzieje i powróciła do wartości dla których ze strachu uklęknie i zacznie wiernie służyć. Ta jedna osoba która staje naprzeciw ludzi nadaje nowy kierunek ludzkości, jednostka stojąca na czele niczym igła w stogu siana i tak w zaspakajaniu swoich potrzeb zaspakaja potrzeby ludzkości. Ten który karmi nas strachem zaprzęga wartości nasze jako siłę która pcha wszystkich w kierunku przez niego obranym. Jest chwilą i cząstką zaledwie ale żyje tak długo jak podążamy jego drogą. Większość z nas nosi dwie maski przynajmniej dwie, tylko Ci którzy mieli szczęście od małego być w miłości obojga rodziców, w pełnej aprobacie i zaufaniu dla swoich decyzji, tylko Ci są szczęśliwi i pogodzeni w pełni ze swoim ludzkim ciałem i jego pierwotnymi potrzebami. Dzisiejszy błękitny ptak człowiek w pełni szczęśliwy odporny na stres i upływ czasu to ktoś o kim już dawno temu napisano Syn Marnotrawny. Są ludzie tak bezgranicznie wolni i szczęśliwi w tym co robią że nawet największe nasze poświęcenia i krzywdy obracają w śmiech i pozostają wciąż niewinni. Nasza pogoń za szczęściem sprawia że Ci ludzie zawsze mają wybaczone i zawsze chcemy mieć ich przy sobie jako wzór dający nadzieję na nasze szczęście. Wracając do strachu boję się czy jego brak wobec tego co widzę nie mylę z brakiem pokory wobec tego czego nie widzę. Nie wiem kiedy ktokolwiek to przeczyta ale gdy już jeśli tak, pragnę abyś czytając moje myśli był szczery wobec tego kim jesteś i nim rzucisz kamień we mnie spójrz na mnie i zobacz czy nie rzucasz tego kamienia w siebie …